Sporysz. Buławinka czerwona w zbożu i trawie

Sporysz nie jest już takim zagrożeniem dla zdrowia i życia, jak miało to często miejsce w historii cywilizacji zanim go poznano. Jest jednak nadal obecny w świecie przyrody, więc warto poznać tego niesympatycznego grzyba, który od wieków pasożytuje na życie, jęczmieniu i pszenicy.

Podróżując wiosną i latem po Polsce można było w ostatnich latach zauważyć na plantacjach żyta, ale i innych zbóż kłosy porażone sporyszem. Grzyb ten rozrasta się w sporych ilościach na samosiewach i wśród przydrożnej roślinności.

 

Zaskakujące to, bo panuje powszechne przekonanie, że w rolnictwie po to stosuje się tak ogromne ilości preparatów przeciwgrzybowych, żeby nie groziło nam żadnego niebezpieczeństwo związane ze spożywaniem tak groźnych przedstawicieli świata flory, jakim jest sporysz. Skoro jednak nie stwierdza się w dzisiejszych czasach zatruć sporyszem, to widocznie nie jest go na tyle dużo, żeby doprowadził do skażenia żywności, jak miało to miejsce przed wiekami.

 

Sporysz (Claviceps purpurea) jest formą przetrwania groźnego grzyba, buławinki czerwonej. Zarodniki grzyba atakują słupki kwiatów zbóż i traw, a następnie przekształcają je w wąskie, ciemne rożki.

 

Sporysz bardzo ładnie udowadnia słowa Paracelsusa, że wszystko co nas otacza jest trucizną i nie jest trucizną, bo decyduje o tym dawka substancji. Sporysz posiada w swoim składzie alkaloidy, będące truciznami niezwykle niebezpiecznymi dla układu nerwowego człowieka, które w niewielkich ilościach mogą jednak posiadać działanie lecznicze.

 

Zanim rozpoznano fatalne skutki działania sporyszu po jego spożyciu, wywołane przez niego zatrucie okrzyknięto nazywali ją ogniami świętego Antoniego. Według historycznych źródeł, zatrucie sporyszem pod koniec XI w. spowodowało śmierć w mękach kilkudziesięciu tysięcy ludzi w samej tylko Francji. Nazwa choroby nawiązywała do posługi świadczonej przez zakon św. Antoniego, którą obejmowali ludzi z trądem i innymi gnijącymi, rozjątrzonymi ranami na całym ciele. Historyczne kroniki tamtych czasów zawierają mrożące krew w żyłach opowieści o miastach i wsiach pełnych umierających ludzi, którym przed śmiercią czerniały i odpadały kończyny, nosy i uszy.

 

Jednak nie tylko gangrenowe, śmiertelne objawy choroby przerażały mieszkańców średniowiecznych społeczeństw Europy. Sporysz był też odpowiedzialny za plagę konwulsyjnych zachowań, nazwanych w średniowieczu tańcem św. Wita. Dziś już wiemy, że jego spożycie często powodowało pląsawice. Jest to zaburzenie ruchowe, które charakteryzuje się obniżeniem napięcia mięśniowego i przede wszystkim - stosunkowo płynnymi ale nieprawidłowymi ruchami kończyn. Pląsawica jest objawem poważnych uszkodzeń ośrodkowego układu nerwowego (OUN) z mózg i rdzeń kręgowym włącznie.

Sprawcami tych tragedii są alkaloidy znajdujące się w sporyszu, w tym m.in. ergometryna i ergotamina. Obie substancje znalazły zastosowanie w farmacji, jednak spożywane w zbyt dużych dawkach są niebezpieczne.

Ergometryna wywołuje zwolnienie pulsu i poważne zminimalizowanie intensywności zachodzących w ludzkim organizmie procesów metabolicznych. Kurczy mięśnie gładkie naczyń krwionośnych i macicy.

Ergotamina wywołuje skurcz obwodowych i mózgowych naczyń krwionośnych, zarówno tętnic jak i żył. Jej zbyt duże stężenie powoduje depresję ośrodków naczynioruchowych. Alkaloid redukuje zewnątrzczaszkowy przepływ krwi.

 

 

2018-02-11